<< Maj 2018 >>
PoWtSrCzPiSoNi
 123456
78910111213
141516171819
20
21222324252627
28293031   
KYNOLOGIA.PL - portal społecznościowy miłośników psów

Artykuł: Bodźce w rozwoju szczeniąt

dodano: 5 lat temu

Bodźce w rozwoju szczeniąt

Od dawna już wiemy, że pies nie jest takim automatem jak dawniej sądzono. To znaczy, że nie jego działanie nie opiera się wyłącznie na instynktach, ale kieruje się w życiu również doświadczeniem. Zresztą nasza wiedza o samych instynktach znacznie wzrosła ostatnimi czasy. Nie mamy już wątpliwości, że zachowania wrodzone są o wiele bardziej złożone niżby mogło się to z pozoru wydawać, że mogą zmieniać się pod wpływem bodźców zewnętrznych. A od nich w dużej zależy rozwój szczenięcia – i to nie tylko emocjonalny, ale i fizyczny.

Co to jest bodziec?

Zanim jednak wdamy się w rozważania na temat wpływu bodźców na rozwój naszych pupili, musimy przybliżyć sobie samo pojęcia bodźca, bowiem nie wszyscy zapewne wiemy, co to takiego.
Otóż bodziec to po prostu jakiś czynnik, który wyzwala jakąś reakcję, np. ostre światło powoduje zwężenie źrenic, a zapach moczu gotowej do zapłodnienia suki wyzwala zachowania godowe samca. Reakcją na bodziec może być zarówno wydzielanie hormonów, jak i zachowania łowieckie. Czyli generalnie wszystko. Podobnie jak wszystko może bodźcem, od wspomnianego wyżej światła po dotyk ludzkiej ręki.
Cała sprawa nie jest jednak tak prosta. Przede wszystkim bodziec musi mieć odpowiednią siłę, by w ogóle zadziałał. Jak wiemy psie ciasteczka bywają bardzo pomocne podczas szkolenia. Bardziej fachowo powiemy, że stanowią bodziec zachęcający naszego pupila do prawidłowego wykonywania poleceń. Pod warunkiem jednak, że mu smakują. W przeciwnym razie psiak nawet nie zada sobie trudu, by się nimi zainteresować.
Po drugie, jeśli zwierzę zbyt długo wystawione jest na działanie jakiegoś bodźca, zwyczajnie może przestać na niego reagować. Obrazowo przedstawmy to tak: jeśli będziemy naszemu pupilowi serwować przy każdej okazji wspomniane wyżej ciasteczka, przestaną one działać jako nagroda.
Kolejna rzecz. Różne bodźce mogą niejako wspomagać się w działaniu. Lepsze efekty uzyskamy przykładowo, gdy nagrodę w postaci ciasteczka wzmocnimy głaskaniem i pieszczotliwymi słowami. I przeciwnie, gdy podając smakołyk jednocześnie nakrzyczymy na szczeniaka, cała nauka pójdzie na marne, ponieważ nasz bodźce będą się nie tylko wzajemnie wykluczać, ale też większe znaczenie będzie miał zapewne nasz podniesiony głos i jego niemiły dla psiego ucha ton.
No właśnie, nie powiedzieliśmy sobie jeszcze o tym, że bodźce mogą być również negatywne i działać hamująco. Gdy karcimy naszego pupila, stosujemy własne taki negatywny i hamujący bodziec. Musimy tu podkreślić, że wszystkie nowoczesne metody szkolenia opierają się niemal wyłącznie na pozytywnym bodźcowaniu. Nie tylko jest ono bowiem skuteczniejsze, ale również gdy popełnimy jakiś nieświadomy błąd, szkody będą niewielkie. Niestety, nigdy nie wiemy, jaki skutek przyniesie stosowanie kar. Możemy na przykład stracić zaufanie u naszego psa albo wypaczyć mu psychikę.

Pierwsze bodźce najważniejsze

Powiedzieliśmy sobie trochę o stosowaniu bodźcowaniu podczas szkolenia. Musimy zdawać sobie jednak sprawy, że szczenię uczy się na każdym kroku, już od chwili swoich narodzin. Co ważniejsze doświadczenia zdobyte w pierwszych tygodniach po porodzie odbijają piętno na całym życiu psa. Istnieje bowiem coś takiego, jak imprinting, czyli wpojenie.
Zjawisko to zostało najlepiej opisane u ptaków, a dokładniej u gęsi, u których zostało również po raz pierwszy zaobserwowane. Otóż stwierdzono, że wykluwające się z jaja gąsiątka nie mają wrodzonego obrazu własnej matki i muszą się dopiero nauczyć, jak ona wygląda. W naturze pierwszą żywą istotą, którą pisklęta oglądają po opuszczeniu skorupki jaja jest ich gęsia matka. W warunkach doświadczalnych możemy ja zastąpić czymkolwiek, np. piłką albo... wypchanym tchórzem. Wówczas pisklęta uznają, że owa piłka lub wypchany tchórz jest ich matką. Przekonanie to utrwali się w ich umysłach i nigdy nie da się go już zmienić.
Imprinting możemy obserwować również u ssaków, w tym u naszych psów. Jak wiemy szczenięta rodzą się ślepe i głuche, mają jednak dobrze wykształcony węch. W pierwszych chwilach swojego życia zapamiętują zapach matki i rodzeństwa, który już zawsze będzie wywoływał u nich pozytywne reakcje. Później, gdy otworzą oczy, uczą się także rozpoznawać matkę i rodzeństwo po wyglądzie. Zjawisko to było od dawna wykorzystywane przez pasterzy, którzy wychowywali szczenięta razem z owcami. Skutek tego był taki, że psy traktowały owce jak przedstawicieli własnego gatunku, lub jak kto woli same siebie uważały za owce.
Zapach człowieka również utrwali się w umysłach szczeniąt, jeśli będziemy je od urodzenia dotykali, i zawsze już będą nań reagować pozytywnie. Łatwiej też będą później nawiązywać pozytywne relacje z ludźmi, czyli będą lepiej z socjalizowane. Mało tego, stwierdzono doświadczalne, że dotyk ludzkiej ręki jest bodźcem, który pozytywnie wpływa na fizyczny rozwój psów. Brane na ręce szczenięta szybciej rosną, są większe, silniejsze i sprawniejsze fizycznie. Są również bardziej ciekawe otoczenia i odważniejsze w jego poznawaniu.
Generalnie, im więcej pozytywnych bodźców będzie działać na szczenięta, tym lepiej dla nich, a efekty tego będą widoczne przez całe życie.

Im więcej bodźców, tym lepiej

Mózg zwierząt funkcjonuje w ciekawy sposób. Otóż do prawidłowego działania potrzebuje określonej liczby bodźców.
Być może niewielu z Was pamięta jeszcze stare ogrody zoologiczne, w których zwierzęta pokazywano w ciasnych, skromnie wyposażonych klatkach. Można było wówczas zobaczyć, jak ich mieszkańcy całymi dniami przechadzali się w te i wewte wzdłuż krat. Z nudów, powiemy. Otóż, niezupełnie. Zamknięte na niewielkiej przestrzeni zwierzę otrzymuje zbyt mało bodźców, by normalnie funkcjonować. Deficyt ten stara się w jakiś sposób zrekompensować. Chodzenie bez celu jest najłagodniejszym tego sposobem. Gorzej, gdy zwierzę zaczyna się samo okaleczać.
Największym problemem jest, gdy stworzenie wychowuje się w środowisku niemal pozbawionym bodźców. Osobiście nigdy nie kupiłbym psa z hodowli, w której szczeniaki cały czas przebywają zamknięte w kojcu, bez kontaktu z zewnętrznym światem, i które człowieka widują dwa razy dziennie w porze karmienia.
Umysł szczeniaka jest jak gąbka, chłonie wszystko, co nowe. Poznając otoczenie, zdobywa doświadczenie i umiejętności, które będzie wykorzystywał przez całe życie. Każdy nowy bodziec pobudza wytwarzanie nowych połączeń w jego mózgu, czyli wpływa na rozwój emocjonalny. Nie od dziś wiadomo, że psy, które dorastały w otoczeniu, w którym zawsze coś się działo, gdy każdego dnia spotykało je coś nowego, są inteligentniejsze, odważniejsze, bardziej otwarte na świat i ludzi. Lepiej znoszą zmiany i łatwiej odnajdują się w nowych sytuacjach.
Pamiętacie, co pisałem o imprintingu? Dzieciństwo, czy też szczenięctwo, jest okresem największej podatności na wpajanie. To, czego psiak się wówczas nauczy pozostaje mu na całe życie, a zaniedbań w tym względzie nigdy nie da się nadrobić. Wniosek z tego płynie jeden: powinniśmy dostarczać szczeniakowi jak najwięcej bodźców każdego dnia, a wychowany go na wspaniałego towarzysza człowieka.


Tekst: Jacek P. Narożniak
Zdjęcia: Fotolia.com

O autorze i ekspercie Kakadu:
Jacek P. Narożniak jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarz serwisu Kakadu.pl, autor kilkuset opublikowanych w nim artykułów. Behawiorysta oraz wielki miłośnik zwierząt. Od kilkunastu lat zajmuje się hodowlą kotów rosyjskich niebieskich. Specjalizuje się w pisaniu tekstów popularnonaukowych o zwierzętach, które zostały opublikowane w wielu czasopismach, takich jak Wiedza i Życie czy Charaktery oraz na licznych portalach internetowych.



kynologia_pl kynologia_pl
mężczyzna, 36 l.

tagi: wybór szczeniaka bodźce rozwój szczeniąt

źródło: www.kakadu.pl

OCEŃ

2

0
UDOSTĘPNIJ
ULUBIONE 0
Wyświetleń: 9307